25.12.2019

Historia „Bajki Pomagajki”

Świątecznie, sentymentalnie…

 

      Minął już rok od momentu, kiedy książka „Kasia i Jej Wigilijny Cud” tuż przed Świętami przyjechała do mnie do domu z drukarni, świeżutka i pachnąca, a w moim sercu pojawiła się nieopisana ekscytacja „zrobiłam to!”. Może nic wielkiego, ot książeczka dla dzieci…Jednak dla mnie to coś ważnego, osobistego, wyjątkowego.

      Pomysł wykluwał się w mojej głowie dość długo, w zupełnie innych okolicznościach niż ostatecznie powstawała historia o Kasi, scenariusz pierwotnie też był zupełnie inny.  Ale tak jak to bywa w życiu – plany się zmieniają, a precyzyjnie ułożone scenariusze rzadko się realizują w 100%.

Kiedy pisałam Kasię, w moim życiu czas był szczególny i trudny na wielu płaszczyznach. To był czas, kiedy nieoczekiwanie miałam się zatrzymać, uspokoić, przewartościować pewne rzeczy, gdy okazało się, że pewne moje plany nigdy nie zrealizują się w takiej formie jakiej bym pragnęła, kiedy był we mnie smutek, ból, niespełnienie, ale też ciągle nadzieja… na cud.  Na cud, na który wciąż czekam…

I wtedy właśnie przyszedł czas na Kasię.

Historia małej dziewczynki z domu dziecka, czekającej na swój cud wylała się niemal natychmiastowo z mojej głowy i… mojego serca. W trakcie pisania zrodził się też nowy pomysł – a może zrobić coś więcej? Może nadać temu choćby mały sens? Może znaleźć dom dziecka, któremu będę mogła choć symbolicznie pomóc? Wertując internet trafiłam na Dom Dziecka dla Małych Dzieci w Łodzi. Nie wiem do końca czemu właśnie ten, bo chciałoby się wybrać wszystkie. Ale ostatecznie podjęłam decyzję, że właśnie ten. I że książka będzie elementem wymyślonej przeze mnie idei „Bajka Pomagajka” czyli książeczki nie tylko do czytania, ale i do pomagania. W następnej kolejności rozesłałam maile do różnych firm z zaproszeniem, aby włączyły się akcji, maile z prośbą o wsparcie – choć prosić nie lubię i zawsze było to dla mnie trudne. Tym razem jednak prosiłam nie dla siebie – bo książkę zdecydowałam się wydać sama, za własne środki. Prosiłam dla dzieciaczków. Proponowałam, aby w miarę możliwości przekazać darowizny na rzecz domu dziecka, a w zamian za to, ja na łamach swojej książki zamieszczę logotypy tych firm, które zechcą się włączyć w akcję Bajki Pomagajki. I oto dzięki otwartym sercom ludzi pracujących w kilku firmach możecie teraz znaleźć te logotypy na stronach mojej książeczki i tutaj, na stronie www, a do domu dziecka trafiły różne dary. I choć wiem, że zawsze potrzeby są o wiele większe, to jednak jeśli nasze działania są nawet tylko kroplą w morzu potrzeb warto dołożyć choćby tę jedną kroplę.

Kiedy jakiś czas później pojechałam osobiście do Domu Dziecka w Łodzi możecie domyślać jakie wywarło to na mnie wrażenie. Kiedy pani dyrektor opowiadała o domu, o trafiających do niego dzieciach, o historiach które nigdy nie powinny mieć miejsca, o codziennych problemach – serce pękało na pół i chciało krzyczeć dlaczego dorośli gotują tak straszny los małym, bezbronnym istotom. Wszystko to przeplatały też małe radości np. historia o wolontariuszce, która przychodziła pomagać przy dzieciach i tak bardzo związała się z jednym z nich, że podjęła decyzję, aby zostać mamą zastępczą, o osobach pracujących w domu dziecka, które z oddaniem opiekują się tymi skrzywdzonymi przez los i dorosłych dziećmi, widok młodej mamy z czułością zajmującej się swoim dzieckiem, a która tam właśnie po urodzeniu dziecka znalazła schronienie i pomoc, aby móc dokończyć szkołę… To są widoki i przeżycia, które zostają z Tobą już na zawsze…

      Wszyscy pragniemy szczęścia, dobrego, godnego życia wypełnionego miłością. Wszyscy mamy swoje marzenia, te duchowe i te materialne. Miewamy sytuacje, kiedy modlimy się, aby stał się cud… Ale też często tych cudów nie dostrzegamy. A one dzieją się codziennie. Jeśli teraz siedzisz w przytulnym domu, pachnącym choinką i świątecznymi potrawami, a obok Ciebie są Twoi bliscy, to właśnie w Twoim życiu dzieje się cud. To jesteś szczęściarzem, bo nie wszyscy mają to szczęście, bo to co jest dla Ciebie zwyczajną codziennością, dla wielu jest pragnieniem, marzeniem, modlitwą o cud…

      Dziś, w tym szczególnym czasie świątecznym wracam myślami do tych wszystkich przeżyć i emocji związanych z Bajką Pomagajką, myślę też o swoich pragnieniach i planach, które chciałabym aby się zrealizowały… Ale też życzę sobie i Wam wszystkim, abyśmy w pogoni za swoimi pragnieniami i marzeniami dostrzegli też te małe cuda, które już nas spotkały, abyśmy umieli za nie dziękować i cieszyć się z nich.

      Bajka Pomagajka cały czas jest aktualna, pula książek ciągle jeszcze czeka, aby trafić do Waszych domów, a dzieciaczki nieustająco czekają na pomoc, ale i na swój cud.

Możesz pomagać też indywidualnie, niekoniecznie przez Bajkę Pomagajkę. To tak naprawdę nie ma znaczenia jak, ważne aby chcieć pomóc i podzielić się tym co masz. Pomyśl o tym. Zwłaszcza teraz, w Święta, kiedy mamy chwilę oddechu i odpoczynku, kiedy taka historia jak „Kasia i Jej Wigilijny Cud” może też być pretekstem do rozmowy z naszymi dziećmi na tematy, o których rzadko rozmawiamy lub nie rozmawiamy w ogóle.

I bądźcie czujni. Bo cuda dzieją się codziennie…:-)